piątek, 9 grudnia 2011

Hiszpania - Enamorada de Sevilla


Sevilla - torreadorzy, sevillana, czyli andaluzyjska, szczególna dla tego regionu odmiana flamenco, znów pomarańcze na drzewach, pyszne jedzenie i tłumy. 
Podczas spaceru nad rzeką poczułam się jak w Paryżu. Pytajcie dlaczego, a ja i tak Wam nie powiem. To była chwila, spojrzenie i to uczucie po prostu we mnie się pojawiło. A skoro paryskie uczucie, to od razu z założenie pozytywne.. W ten właśnie sposób zyskałam kolejne miejsce, które ociepla serce. Deptak nad rzeką zaprowadził mnie w czasy mieszkania nad Sekwaną. Podobno w lecie pełen ludzi, radości i życia. 
Wszechobecni naganiacze proponują niezapomniane wrażenia podczas superdrogiego rejsu po rzece.
Ta droga długa jest...A na jej końcu złota wieża. W całym mieście mnóstwo akcentów arabskich. 
Tak się złożyło, że dotarłyśmy tam niemal w połowie grudnia, czyli przedświąteczny szał wydał już swoje owoce. Tłumy na ulicach niewyobrażalne, trudne do uniknięcia, wszechogarniające i porywające z prądem. Zarówno w dzień, jak i w nocy. W dzień utrudniają czynność zwaną poruszaniem się w celu zwiedzania, ale z drugiej strony nadają miastu życie, czujesz, że jesteś w miejscu ważnym i docenianym. 
W nocy natomiast też ożywiają ulice, co chwilę natykasz się na grupy zgromadzone wokół śpiewających kolędy i inne tradycyjne dla tego regionu świąteczne piosenki, przy akompaniamencie gitary i kastanietów. Pomimo grudnia chodniki pełne stolików i klientów, którzy w blasku kolorowych światełek piją, jedzą i radują się ciepłem przed nachodzącą Wigilią. 
Sevilla przyjazna poetom, jak widać. Weny nie brakuje. 
Sevilla dla spragnionych słodkości, na każdym rogu kusi czekoladą i i smażonymi w głębokim tłuszczu, niczym domowe pączki mojej babci, churros - czyli tym czymś, co na zdjęciu wygląda, jak kiełbasa.
Sevilla pełna obrazków świętych na kafelkach, a co więcej z okazji świąt niemal na każdym balkonie zawieszony "ręcznik" z Jezuskiem... Jezuskiem w koronie, Jezuskiem w hiszpańskiej koszulce, Jezuskiem po prostu...
W samym sercu, na murach ratusza wyświetlane były przez całą noc kolorowe wizualizacje stworzone z dziecięcych obrazków. Zakładam, że miasto zorganizowało z tej okazji jakiś konkurs. Urocze widowisko. 
Sevilla, która nocą mieni się wszystkimi kolorami świątecznych światełek, dekoracji, które w tym gorącym klimacie mają wprawić wszystkich w świąteczny, radosny nastrój. 
 To się nazywa spotowy duch. Chciałabym zobaczyć jakiś mecz na tym boisku latem!
Pilatos to po hiszpańsku Piłat. Po wcale niekrótkich poszukiwaniach udało nam się odnaleźć nasze miejsce w Sevilli.
Dom i Plac Piłata. Kolejny powód dla którego Sevilla mi się podoba. 
Wszechobecne drzewka pomarańczowe pod naszą - czyli znaczy przodka Piłata - rezydencją nadają miejscu uroku...
Skoro święta to nie może zabraknąć w tym kraju stajenek. Są wszędzie, jak już  gdzieś wcześniej pisałam, w domach, w restauracjach, na ulicach, na wystawach sklepów, salonów fryzjerskich i szewców.
 Rozumiem, że zrobienie sobie w domu małej stajenki może być fajne, no nie wiem dla dzieci, które doceniają takie rzeczy, dla kogoś z weną, jakieś drobne postacie, ale Jezusek za 50 euro (?!?!?!) to już chyba lekka przesada. 
Poza złotą wieżą nad rzeką, jednym z ważniejszych punktów turystycznych jest katedra. Ogromna, naprawdę wielka i dostojna. Góruje nad nią wieża - Giralda, zachwycająca zdobieniami i wzorami w stylu...oczywiście arabskim.
Właśnie katedra, a chyba głównie Giralda jest powodem, dla którego nie była to moja ostatnia wizyta w tym mieście. Zaplanowane na niedzielne popołudnie zwiedzanie całkowicie nam się nie udało. Okazało się, że z okazji przedświątecznych przygotowań nie można tego dnia ani zwiedzać katedry, ani wejść na wieżę. A co to oznacza? Po prostu muszę tam wrócić. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons