sobota, 30 czerwca 2012

Holandia - ...co się zwie Amsterdam!


Jest taki port.. co się zwie Amsterdam. Są takie miejsca, o których słuchasz "od zawsze". Są częścią Ciebie, ktoś tam był, ktoś opowiedział, komuś się podobało, ktoś tam mieszka, ktoś kogoś odwiedził.. Są takie miejsca... i w pewnym momencie wiesz, że dobrze by było się tam wybrać i zobaczyć to wszystko, o czym do tej pory tylko się słuchało, na własne oczy. 
Jednym z takich miejsc dla mnie był Amsterdam. Wróciłam po miesiącu wakacji w Hiszpanii, pełna zapału, chęci i natchnienia do dalszych podróży, szczególnie, że już w planach była podróż dużo dłuższa. Sierpień 2011roku okazał się przyjazny pod względem bycia w drodze.
Marysia już jakiś czas przed planowanym wyjazdem kupiła bilety lotnicze i zarezerwowałyśmy jakiś potwornie drogi hostel, choć nadal jeden z tańszych. Właśnie hostel niestety jest jednym za najobrzydliwszych wspomnień z Amsterdamu. Ponad 40euro za noc tylko po to, żeby spać w pokoju z odpadającymi tynkami, niezamykającymi się drzwiami, brakiem jakiejkolwiek możliwości zaopiekowania się bagażem, gdzie dostawiono przynajmniej 4 dodatkowe łóżka, na które nie było miejsca, z łazienką pełną światła, bo miała wielkie w połowie przeszklone drzwi z widokiem na patio i inne pokoje. Z nocnymi towarzyszami, którzy z okazji pobytu w "mieście rozpusty" doprowadzili się do stanu, w którym śmierdzieli gównem (poważnie!!!) albo było im całkiem obojętne, na jakim łóżku śpią i czy jest ono już przez kogoś zajęte, czy też nie. Ostatecznie doszłyśmy do wniosku, że "ktoś" na recepcji nie miał zielonego pojęcia o mieszkańcach, wchodziło się prosto z ulicy i tak naprawdę to przespać się tam mógł dokładnie każdy, bez uiszczania jakiejkolwiek opłaty. 
Sam Amsterdam wieczorem i nocą jest rajem dla miłośników zabawy. Coffeeshopy z trawą na każdym kroku, piwo drogie, ale jest, tłumy na ulicach, ledwo da się przejść. Muzyka, wszystkie języki świata i wszystkie kolory skóry. Z jednej strony przytłacza swoją różnorodnością, ale z drugiej wzbudza pozytywne myśli o tym, że można, że się da.. że są takie miejsca na ziemi. 
Wyjazd bez jedzenia to wyjazd nieudany. Próbowałyśmy się dowiedzieć, co zjeść, co szczególnego, co charakterystyczne dla tego kraju. Zbyt wielu przysmaków nie udało nam się wytropić, ale z pewnością są to sery, które poza kosztowaniem widziałyśmy dowożone uroczym rowerkiem z taczką. Zaskoczeniem były automaty z jedzeniem. Wrzucasz monetę i dostajesz ciepłego hamburgerka, który sobie czekał na ciebie za szybką.  Frytki zawsze i wszędzie, sprzedają je w okienkach, same, z keczupem, z sosem, z solą, z kiełbaskami, bez kiełbasek, takie same, jak wszędzie, jak w każdym miejscu na świecie, ale tutaj ustawiają się po nie całe, superdługie kolejki. A jeśli dobrze się przyjrzeć można odnaleźć urocze perełki reklamy...co więcej nie tylko w temacie frytek, święte steki też z pewnością się sprzedają, a błogosławieni, którzy spróbowali. 
Kraj kanałem płynący i rowerem jadący. Ciekawe, jak wypadają ich wskaźniki zanieczyszczenia powietrza...
Doskonale zorganizowany dojazd z lotniska do centrum miasta. Do tej pory najlepszy, jaki spotkałam. Wszystko dość jasne, czytelne, przystępne dla turysty. Najtańszy, jak wszystko w Holandii nie był, ale pociąg szybki, czysty i wygodny. Szkoda tylko, że w Informacji Turystycznej usytuowanej tuż przy wyjściu z dworca za mapy każą sobie płacić. Na szczęście przy tym samym wyjściu stoją ludzie, którzy pomagają się zorientować w mieście i tłumaczą jak dojść pod wskazany adres. A samo lotnisko..ostatnio podczas trzygodzinnej przesiadki o 7rano w Hamburgu marzyłam o położeniu się na pufie w cieniu sztucznego drzewa. 
Kanały - kolejna cecha charakterystyczna Amsterdamu. Miasto łódek i rowerów. Niedzielne popołudnie - na łódce, wieczór kawalerski na łódce, spotkanie z rodziną na łódce, dojazd na wesele - na łódce, mini dyskoteka na łódce, randka na łódce, życie na łódce - barce. Ktoś myślał, że się nie da? Wszystko się tam da! 
Nie mogę powiedzieć, że dziewczyny w witrynach nie zrobiły na mnie wrażenia. To naprawdę dwie różne rzeczy słuchać i czytać o czymś niż zobaczyć to na własne oczy i dotknąć (polisensoryczna edukacja wbija wszystko w pamięć). Czemu dotknąć? Uliczki są tak wąskie, że niemal lub rzeczywiście ocierasz się o szyby w pomniejszych z nich. Miałyśmy też okazję, prowadzone przez miejscowych, przejść się najwęższymi z nich i zawędrować, aż do otwartego domu publicznego. Z jednej strony rozumiem, że wyzwolenie, że współczesność, że wszystko jest dla ludzi, że każdy robi to, co lubi. Ale z drugiej kiedy byłam już tam, patrzyłam na te wszystkie kobiety za szybą w małym pokoiku z łóżkiem, stoliczkiem, umywalką, papierowymi ręczniczkami i lubrykantem, coś mi nie pasowało, uczyniłam "szybkie, jednorazowe zwiedzanie".. Może jestem staromodna, ale jednak mam wrażenie, że strefa seksu, pomimo, że jest czymś naturalnym, dla mnie jest, będzie i powinna być czymś intymnym, a nie wystawionym w witrynach. Mówi się, że praca niczym inne, ale czy w rzeczywistości...? 
Wciąż nie mogę pozbyć się wrażenia, że Amsterdam mnie przytłoczył. Ciemny i przygnębiający w deszczu pomimo tęczy na każdym rogu. Może to tylko moje odczucie, że jednak za mało tam słońca, a ja go do odczuwania radości potrzebuję. Jednak warto się wybrać zobaczyć morze tulipanów, chodaki nie tylko na wystawie, ale i w użyciu, poznać przypadkowych ludzi w knajpie jak z lat 60tych, zatopić się w tym mieście, jego kanałowej atmosferze i płynąć z tłumem.. Pisałam do Was ja - Sabinka z krainy czarów...która do Amsterdamu i Holandii jeszcze kiedyś powróci. 

1 komentarze:

  1. W zeszłym roku byłam w Amsterdamie, głównie z powodu tulipanów w ogrodach Keukenhof. W samym Amsterdamie zdumiała mnie ilość rowerów stojących - głównie przy kanałach - i czekających na swoich właścicieli. Było fajnie, ale zimno.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons