czwartek, 16 maja 2013

Podróżowanie od kuchni - Risotto o ekstatycznym zapachu.


W kwestionariuszu podróżnika portalu etraveler znajduje się zdanie do dokończenia: "Moja ulubiona książka podróżnicza to...". Byłam jeszcze w Azji, kiedy go wypełniałam i zaczęłam się zastanawiać czy przeczytałam kiedykolwiek jakąś dokumentalną książkę podróżniczą. Coś tam przecież musiałam wpisać. Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie to... książka kucharska. 

Poznaj kraj przez kuchnię

Moje podróżowanie zawsze nierozerwalnie związane jest z kuchnią. Po pierwsze jeść trzeba, bo inaczej to sił by zbrakło na wędrówkę, a po drugie jedzenie zbliża i pozwala poznać kawałek kraju. Do tego wszystkiego wyznaję zasadę: skoro już jeść to możliwie niedrogo i lokalnie. Każdy rejon ma swoje potrawy, można dowiedzieć się dlaczego zajada się tam właśnie takie a nie inne rzeczy, czy ma to podłoże socjologiczne (bo była bieda, więc się jadło ziemniaki), historyczne (bo królowa przywiozła swoją ukochaną marchewkę i pora) czy też może geograficzne (bo bez słońca to pomarańcze nam nie urosną). 

Kuchnia włoska na początek

Kilka lat temu, zanim jeszcze gdziekolwiek na dobre zaczęłam jeździć, postanowiłam nauczyć się gotować. Gdzieś w głowie od dawna tliła się myśl o południowym wybrzeżu Europy. Z racji, że kuchnia włoska dużo bardziej popularna i zdecydowanie prostsza, a do tego tańsza zaczęłam od potraw z tamtych właśnie rejonów. Po wielu próbach, poradach, oglądaniu programów i wertowaniu książek trafiłam na perełkę, która stała się jednym z moim faworytów kulinarnych.

Risotto! 


Trudne nie jest, ale wymaga trochę cierpliwości i czasu. Podobno ma być gotowe w 15 - 20 minut, nie wiem, jak to się dzieje, że moje potrzebuje zawsze ponad 40! To na pewno ryż i mały gaz, na którym je gotuję, żeby się nie przypaliło, i żebym nie musiała stać przy nim przez ten cały czas. Risotto od momentu swojego powstania miało być daniem prostym i smacznym, aczkolwiek zaskakującym. Pewien młody Włoch, w XV lub XVI wieku, postanowił przygotować na swój ślub danie, które wprawiłoby w zdumienie wszystkich tam obecnych. Tak właśnie powstał ten kremowy, pyszny posiłek. Początkowo przygotowywany obowiązkowo z szafranem, który zabarwiał go na piękny kolor i masłem, które nadawało mu odpowiedniej konsystencji. Obecnie też na koniec możecie dorzucić masełko, ale podobno ma tyle kalorii, że ja  i wiele osób odpowiednie 'zagęszczenie' uzyskuje stosując podstawę i najważniejszą zasadę gotowania tego kremowego ryżu, czyli sprawnie i konsekwentnie dolewa bulionu zanim poprzednia porcja całkiem wyparuje.

A jak takiego cudu dokonać. Mój przepis będzie, mam nadzieję, dość jasny i zrozumiały. 

Czego potrzeba:

1. ryż biały - ja używam najzwyklejszego, jaki posiadam. Chyba ponad pół szklanki, tak na oko, żeby dobrze zakrywał dno patelni. 
2. oliwa z oliwek - też powinna zakrywać dno patelni, można trochę dolać, za chwilę napiszę, kiedy i po czym poznać.
3. por - połowa średniej wielkości warzywka.
4. czosnek - 2 - 3 ząbki, jeden to koniecznie.
5. białe wino wytrawne - jedna butelka - co prawda do risotta dodajemy kieliszek, ale reszty przecież nie wylejemy. Jak mówi stare, dobre przysłowie każdej Prawdziwej Pani Domu - moje ulubione -  " Kocham gotować z winem..Czasem nawet dodaję je do potraw..."
6. bulion pewnie około pół litra do litra - ja leniwie rozpuszczam po prostu tę obrzydliwą kostkę rosołową z konserwantami, bo zazwyczaj nie chce mi się gotować wywaru specjalnie na risotto.. ale ambitnym polecam, można też użyć wcześniej ugotowanego i zamrożonego rosołu, to akurat mi się czasami zdarza.
7. parmezan - najlepiej świeżo utarty.
8. sól, pieprz, mogą być zioła świeże (na sam koniec) lub suszone (w trakcie).


Co robimy:

1. Pora i czosnek kroimy w cienkie plasterki - jeden ząbek czosnku zostawiamy na później. Coby go wycisnąć i w ten sam sposób wycisnąć z niego wszelkie wartości odżywczo - smakowe (podobno).
2. Na patelni (podobno można też w garnuszku, ale ja wolę niezawodny, nieprzypalający, oszczędzający pracę, wysiłek i uwagę teflon) rozgrzewamy oliwę, powiedziałabym, że takie trzy porządne łyżki. 
3. Wrzucamy na rozgrzaną oliwę czosnek i pora. Mieszamy, aż się podsmaży, ale nie spali, bo później gorzkawe to nasze risotto. 
4. Dorzucamy do tego wszystkiego ryż, mieszamy i patrzymy.. musi zrobić się szklisto - zielony - bo to przecież oliwa. Generalnie ryż wciąga oliwę, jeśli tak się nie stało, to trzeba szybko dolać jeszcze oliwy. Trwa to minutkę mniej więcej. 
5. Zalewamy wszystko białym winem około jednym kieliszkiem - porządnie, żeby zakryło. Wyciskamy czosnek i wrzucamy do miksturki. Dolewamy do kieliszka wina, będzie potrzebne. Właściwie to już jest, gdyż podkręcamy gaz i czekamy, aż alkohol odparuje. W tym właśnie pełnym napięcia momencie popijamy kilka łyków, żeby się nie denerwować. Zrobią się duże bąble, będzie syczało, aż wreszcie zrobi się "jakby" sucho. To znak, że nadszedł czas na kolejny punkt. 
6. Zmniejszamy gaz. Zalewamy wszystko łyżką (taką dużą, chochlą się chyba nazywa) bulionu. Od tego momentu nie pozostaje już nic innego, jak mieszać. Raz na jakiś czas, żeby się nie przypaliło. Kiedy wciągnie bulion dolewamy i tak w kółko, aż ryż będzie wystarczająco miękki. Prawdopodobnie od 15 do 40 minut.
7.* Ryż nadaje się do jedzenia, tzn. jest odpowiedniej twardości..teraz dosypujemy tak ze dwie łyżki parmezanu, przyprawy do smaku, mieszamy i gotowe!


*. Jeśli robimy wersję taką, jak na pierwszym obrazku to dodatkowo potrzebujemy:
- krewetki - które rozmrażamy i moczymy w wodzie z cytryną, kilka godzin, żeby nie były później mdłe
- jedną cytrynę, aby namoczyć krewetki
- pół limonki


7*. Chwilę przed wyłączeniem, tak dwie minutki, wrzucamy do ryżu krewetki i dalej mieszając gotujemy. (Jeśli chcemy wrzucić np. polędwiczki musimy to zrobić wcześniej, kiedy ryż jest jeszcze twardawy, żeby nie uzyskać ostatecznie jakiejś brei paskudnej).
8*. Jeśli krewetki są już gotowe (najłatwiej byłoby poznać wrzucając świeże, szare, bo zwiną się i zrobią biało - różowe) zalewamy wszystko sokiem z limonki. Doprawiamy do smaku, możemy dorzucić parmezan. Chwilkę mieszamy na ogniu, zdejmujemy, podajemy i ... 
Smacznego! 


Dziś po raz kolejny naszło mnie na wykonanie tego specjału, którego nauczyłam się studiując jedną z książek Jamiego Oliviera. Nie mogłam się powstrzymać od nachylania się nad patelnią i okrzyków zachwytu. Pachniało Włochami, pachniało latem, pachniało podróżą, pachniało nieznanym, a jednak tak dobrze znanym. Nawet krzyczałam do Michała, żeby przyszedł i wąchał razem ze mną, bo to przecież niemal ekstaza. Może jestem trochę nienormalna, ale naprawdę życzę Wam, abyście znaleźli takie smaki i zapachy, które w jedną chwilę zabiorą Was w miejsce, gdzie je jedliście. Mnie dzisiejsze wino i parmezan przeniosły do Rzymu, który pachniał nimi na każdym rogu. 
Zapraszam na stronę http://etraveler.pl/eksperci-podrozy/, gdzie możecie zadać pytanie na temat kraju, który Was aktualnie interesuje. Wyżej wspomniany kwestionariusz znajduje się pod tym adresem: 


"Przepis bierze udział w konkursie organizowanym przez Gotujmy.pl"

Przepis konkursowy serwisu Gotujmy.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons