piątek, 30 sierpnia 2013

Wisła - serce Warszawy. Visla - el corazon de Varsovia


Zawsze myślałam sobie, że rzeka, która płynie przez miasto powinna odgrywać w nim jakąś kluczową rolę. Być centrum życia towarzyskiego, magnesem i elementem, który łączy. 



Wisła, z mojej perspektywy, zdecydowanie rządziła tegorocznym latem w Warszawie. Tutaj tętniło życie. Tutaj byli hipsterzy, "staruszkowie" na dancingach, rodzice z dziećmi i psami, wędkarze, modne foodtrucki, bezdomni w swoich pustostanach i wszyscy, którzy za dnia chcieli odpocząć, poopalać się, a nocą bawić. 


Mam wrażenie, jakby Wisła stała się sercem Warszawy. Jadę na rowerze przez most i zatrzymuje mnie zapach ogniska. Wychodzę nocą na balkon i słyszę muzykę, która płynie z jej brzegów. Wciąż przecinają ją kajaki, patrole straży, promy i tramwaje. Gazety się rozpisują o tym, jakie zmiany przechodzi. Warszawskie plaże nad Wisłą trafiają nawet do rankingu najlepszych na świecie stworzonego przez National Geographic. Na początku maja na plaży pod Mostem Poniatowskiego nie było ludzi, kiedy paliliśmy tam na grilla. Teraz Wisła wibruje światłami, muzyką i ludźmi... żyje.  




Dzisiaj. Jest kilka minut przed 19-stą, koniec sierpnia, koniec wakacji, koniec lata i koniec chodzenia w sandałach. Praska plaża nad Wisłą, pomimo chłodu wiejącego od wody, nie jest pusta. Siadam sobie na piasku, wyciągam piwo jabłkowe i zastanawiam się, czy nie pojawi się za chwilę straż miejska. Pod mostem Poniatowskiego wszyscy piją i nikt się nie czepia, ale tutaj? Nigdy nic nie wiadomo. W każdym razie, chyba nie ma się co przejmować, bo podjeżdża dwóch chłopaków na rowerach, krzyczą "Tu jest ok, jest słońce!", zatrzymują rowery, schodzą niemal do samej wody i wyciągają dwie zielone butelki. (W tym samym momencie przypominam sobie, że nie mam otwieracza, a zapalniczką nie umiem. A może już się nauczyłam? Nigdy otwieranie kapslowanej butelki nie zajęło mi tyle czasu, co dziś. Ale udało się - klucze + zapalniczka + wytrwałość = sukces.)
Słońce zachodzi gdzieś przy Pałacu Kultury. Pięknie, po prostu! 


Nie tylko ja przyszłam odpocząć chwilę od zgiełku miasta i popatrzeć na zachód. Starsza pani na leżaczku też raczy się złotym trunkiem. Kawałek dalej zakochani rzucili niedbale rowery i leżą przytuleni opierając się o samotny konar drzewa. Jest też tata z dwójką dzieci, za którymi nosi hulajnogi, a one zdejmują buty i biegają po piasku. Mama z synem, który przez jakieś trzydzieści minut brodzi w wodzie, krzyczy zachwycony i rzuca kolejne kamienie strasząc ryby i kaczki. Kilka osób gra w siatkę, jakaś para przyniosła sobie pizzę i kryje się z nią w krzakach, pachnie grillem, a z Pomostu 511 po drugiej stronie płynie muzyka z lat 50-tych. Tak właśnie gaśnie warszawskie lato... Po godzinie plaża pustoszeje, zaczyna robić się ciemno, a zimny piasek przyprawia nogi o skurcze. Niedługo przyjdzie sezon na zimowo - jesienne spacery, równie piękne, może nawet piękniejsze,  z kocem, tym razem nie do siedzenia, tylko do okrycia i z grzanym winem w termosie... Żegnaj lato. Wracam do domu, a w głowie pojawia się znienacka znana melodia: "Płynie Wisła, płynie po polskiej krainie, po polskiej krainie. A dopóki płynie Polska nie zaginie, a dopóki płynie Polska nie zaginie"... Do zobaczenia na brzegu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons