czwartek, 25 kwietnia 2013

Filipiny - Krwawa Wielkanoc


Wyjeżdżając do Azji nie miałam dokładnego planu ani pomysłu na to, co będziemy robić. Razem z Łukaszem, który był tam już od pół roku, mieliśmy ustalić szczegóły już na miejscu. Jedno w tej podróży było pewne: Święta spędzimy na Filipinach.

Dlaczego San Fernando

Wybraliśmy się do San Fernando - miejsca znanego na całym świecie ze względu na swoje krwawe tradycje. Jakie tradycje? - zapytacie. Dla tych, którzy nie wiedzą, nie wiedzieli i nie słyszeli powiem, że naprawdę bardzo krwawe. Zostawiły trwały ślad w pamięci.

Na Filipinach, które są jedynym katolickim, ze względu na hiszpańskich kolonizatorów, krajem w Azji obchodzi się Wielkanoc w bardzo szczególny sposób. W rejonie o pięknej nazwie Pampanga od wielu lat mają miejsce rytuały, które służyć mają uczczeniu tego ważnego, dla każdego wierzącego, okresu w roku. Od wielu lat i pokoleń od środy wieczorem na ulicach spotkać można dziesiątki osób, które z zakrytymi twarzami na znak pamięci o męczeństwie Jezusa biorą udział we współczesnej drodze krzyżowej.



Kościół oficjalnie zabrania i odcina się od tych świeckich tradycji. Jednak spoglądając na historię te teatralne ofiarowanie własnych ciał nie zniknie szybko z filipińskiej rzeczywistości.

Skąd się wzięło krwawe obchodzenie Świąt na Filipinach?

Prawdopodobnie była ta najłatwiejsza forma zrozumienia religii. Kiedy w XVIw. pojawili się na filipińskiej ziemi hiszpańscy kolonizatorzy większość ludności była niepiśmienna. Najłatwiej religię pokazać i wytłumaczyć za pomocą obrazu, szczególnie, kiedy zamienia się on w swego rodzaju przedstawienie. Ludzie od zawsze kochali teatr i dokładnie to dostają od lat w San Fernando. Część mieszkańców twierdzi, że obecne obchody Świąt robi się bardziej dla turystów niż miejscowych. Osobiście nie jestem o tym przekonana, gdyż naprawdę byliśmy jednymi z niewielu "białych", kiedy ojciec Santos obwoził nas po okolicznych wsiach, abyśmy mogli w pełni poczuć atmosferę drogi krzyżowej.


Jak wyglądają obrzędy?

Najczęstszym aktem wyznania wiary jest biczowanie. Zazwyczaj mężczyźni przez kilka godzin chodzą po ulicach z naciętymi (żyletkami) plecami, uderzają w nie specjalnymi biczami i opryskują krwią każdego, kto się do nich zbliży. Ta tradycja jest przekazywana z ojca na syna, ale staje się swego rodzaju uzależnieniem i powodem do dumy. Mam wrażenie, że Ci młodzi chłopcy jednak nie do końca widzą to jako poświęcenie i oddanie szacunku Bogu. W dzisiejszych czasach stało się to częścią mody i "pokazania się" wśród mniej zamożnych mieszkańców wyspy Luzon. Zakładam, że jest to nadal religijna ofiara z własnego ciała, jednak w trochę zmienionym pełnym różowych baloników, jedzenia, śmiechu, komórek i dziecięcej zabawy otoczeniu.





Kolejnym, częstym rytuałem jest niesienie krzyża lub czołganie się po ulicy. Trwa to często kilka godzin. Męczennik otoczony jest grupą osób, które utrudniają mu drogę bijąc go drewnianymi pałkami i biczami. Nie może się podnieść ani zawrócić. W tej właśnie grupie widziałam jedną kobietę, choć podobno tradycyjnie przeznaczone są te obrzędy tylko dla mężczyzn. Co więcej to właśnie Ci "pokutnicy" wędrują po ulicach Pampangi już od środy wieczorem, w odróżnieniu od biczowników, których spotkać można jedynie w Wielki Piątek.


Ostatnią, wydaje się najważniejszą, grupę stanowią śmiałkowie, którzy dają się ukrzyżować na znak jedności z Panem i ofiary. Co roku kilkanaście osób pozwala przybić się do krzyża na kilka minut. Pierwsi trzej wykonują to w formie prawdziwego przedstawienia. Mają mikrofon, otoczeni są wiankiem modlących się kobiet, niczym prawdziwy Jezus i towarzyszą im rzymscy żołnierze, jęki i pieśni. Wszystko to odbywa się w Cutud, wzgórzu mającym przypominać Golgotę, gdzie gromadzą się setki "widzów" chcących wziąć udział ukrzyżowaniu choćby tylko przez bierne oglądanie. 



Czy warto się wybrać do San Fernando?

Trudno do końca powiedzieć czy oceniać te obrządki. Z jednej strony są czymś niesamowitym, dla części autentycznym poświęceniem, jedynym sposobem, w jaki w pełni odczuwają jedność z Bogiem. Ci właśnie modlą się dźwigając na swych plecach drewniane krzyże. Dla innych to jedynie okazja do pokazania się, wokół drogi ustawiają się stragany, stoliki z jedzeniem, chłopcy ściągają chusty z twarzy, palą i popijają. Trochę zepsuło mi to rzekomą podniosłą atmosferę, jaka miała towarzyszyć tym wydarzeniem. Zamiast skupienia i poświęcenia na twarzach widziałam uśmiech, pychę i chęć zaimponowania kolegom. Czy to tylko moje wrażenie, czy podchodzę do tego zbyt cynicznie? Być może, jednak, aby się o tym przekonać prawdopodobnie musicie kiedyś sami zaplanować święta w tym niewątpliwie wyjątkowym miejscu. 


Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons