niedziela, 5 lutego 2012

Hiszpania - ..i co się tak cieszysz - czyli krótki dzień w Toledo


"Co się tak cieszysz?" zapytał mnie w sobotę Manolo. 
Odpowiedź była dość szybka i prosta, wpadła mi do głowy bez zastanawiania się. 
Już od kilku tygodni 'nic' się nie działo, to znaczy zasiedziałam się. Przez parę miesięcy podróżowałam, poznawałam nowe miejsca, ludzi, rzeczy. Teraz osiadłam, zapuszczam pierwsze małe korzonki. A w sobotę, znów wróciło to piękne uczucie wyjazdu w nieznane. W dodatku tym razem z przyjaciółmi, z siostrą..
Po raz pierwszy od ponad miesiąca chodziłam po kilkusetletnich uliczkach, dotykałam murów i uśmiech nie schodził mi z twarzy pomimo zimna. Tak w Hiszpanii też jest zima! Jest wtedy zimno, trzeba mieć szalik i rękawiczki! 
A Toledo..? Tak.. bardzo mi się podobało. Na tyle, że wrócę tam, kiedy trochę się ociepli. 
Katedra, jak wszystkie inne powiedziałabym. Po wejściu do środka, ogromna, przytłaczająca, dla mnie przytłaczająca głównie ogromem wydanych tam pieniędzy. Wszędzie złoto i srebro. Ale jednej element mnie zachwycił. Zwieńczenie. Przepięknie wznieść oczy ku górze, aby zobaczyć źródło światła i ujrzeć tam "dziurę" otoczoną przez świętych, zza których wpadają przez witraże do wnętrza promienie słońca.
Początkowo mapa dostała się mi, jednak jakoś zrezygnowałam z posiadania jej w swojej mocy i przewodniczenia szanownej wycieczce. Wtedy przejęła ją na chwilę Marysia i udawała, że intensywnie zapoznaje się z terenem.
Jednak ostatecznie do roboty wziął się Alejandro i jak na mężczyznę przystało prowadził nas dzielnie przez wszystkie zakamarki miasta. 
Jeden dzień zdecydowanie nie był wystarczający na poznanie miasta. Wierzę, że wszystko, co najważniejsze udało nam się zobaczyć. Wierzę, ponieważ zamiast zwiedzać trzy godziny spędziliśmy w muzeum wojskowym! Na ten temat chyba najbardziej dosadnie może wypowiedzieć się moja siostra, która zagubiła się już na początku wycieczki. Nie wiedziałyśmy jeszcze wtedy, jak ogromne jest muzeum, a przede wszystkim nie znałyśmy możliwości naszych szanownych towarzyszy podróży, którzy z uwagą obejrzeli połowę filmów, wyczytali opisy i wcześniejsze wyjście na papierosa, zakończyło się tym, że czekałyśmy na chłopaków przy ciepłej herbacie w pobliskiej knajpie. Wtedy też dowiedziałam się, czemuż z takim zapałem sprzedają marcepan w każdym zakątku Toledo! Powód jest jeden - jest przepyszny! Wciąż żałuję, że nie kupiłam trochę na wynos do domu! (aż mi się ślinka zebrała, kiedy o tym piszę...)
Toledo leży na wzgórzu, po wyjściu z muzeum zaczęło się już ściemniać. Mieliśmy czas na małe zakupy i podziwianie widoków. A było na co patrzeć...
Kiedy już całkiem się ściemniło, zapaliły się światła i moim zdaniem Toledo (pomimo, że uwielbiam hiszpańskie słońce) okazało się czarujące. Nawet łańcuchy chrześcijańskich więźniów sprzed lat, komponowały się pięknie ze ścianą bractwa. 
Przyszedł czas na powrót. Księżyc świecił całą drogę, było przyjemnie, ciepło, muzyka w radiu, towarzystwo wesołe, czego chcieć więcej. Więc  zachęcona pozytywnymi doświadczeniami mogę powiedzieć tylko jedno "A viajar!" czyli w drogę...

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons