niedziela, 16 października 2011

Hiszpania - Madryt po raz pierwszy

 
Nadal pamiętam moment, w którym po raz pierwszym przyjechałam do Madrytu. Po niemal dwóch miesiącach spędzonych w miasteczkach na wybrzeżu wróciłam do "cywilizacji". Z Jaen zabrał mnie samochodem Lázaro, teraz sobie myślę, że całe szczęście, bo nie wiem, jakbym sobie poradziła sama.. To znaczy pewnie bym sobie poradziła, ale tak było łatwiej, przyjemniej i bezstresowo! 
Do miasta wjechaliśmy, kiedy zaczęło się już ściemniać. Po nieciekawej wizualnie autostradzie widok mnie zachwycił. Poczułam, że jednak jestem dziewczyną z miasta. Miasteczka są piękne, ale pełen świateł, ogromnych budynków, neonów, ludzi i życia Madryt niemal mnie wzruszył. Poczułam, że to atmosfera, do której tęskniłam, zatęskniłam też wtedy za pełną wszystkiego Warszawą. 
                        
Jedna noc, którą miałam tam spędzić wypadła przypadkiem w pobliżu Plaza de Espana, gdzie zaczyna się główna ulica miasta o nazwie Gran Via i rzeczywiście jest imponująco wielka. Budynki na niej są ogromne, jasne i dostojne. Do tej pory jest to jedno z miejsc, które przygniata mnie swoją wielkością. Przygniata w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Co więcej, część, gdzie mieszkałam to "zagłębie" największych teatrów muzycznych. Neony, fragmenty musicali na ekranach, światło, tłum i życie.
Historia z samym hostelem też jest dość ciekawa. Pomyślałam, że nie będę rezerwować miejsca, bo było ich sporo. Dojechaliśmy na miejsce, Lázaro wysadził mnie pod jednym z ogromnych budynków, zabytkową windą wjechałam chyba na czwarte piętro i pewna, że są miejsca miałam zamiar się zameldować. Jak się okazało po chwili rozmowy miejsca owszem są, dwa ostatnie, tylko kosztują 10 euro więcej niż podawał mój ulubiony w tamtym czasie hostelbookers.com. Na szczęście dziewczyna na recepcji okazała się normalną, przyjazną duszą i poinformowała mnie, że na parterze jest Starbucks, gdzie przy filiżance kawy mogę zrobić rezerwację internetową w niższej - przystępnej - cenie i wrócić za kilka minut. Tak też się stało. Zarezerwowałam łóżko, posiliłam się i wróciłam na recepcję, gdzie ku mojemu zdziwieniu zostałam poproszona o legitymację studencką. Hostel okazał się być przeznaczony dla studentów, na szczęście, z racji, że tylko na jedną noc, pani zlitowała się nade mną i wreszcie mogłam się wykąpać (w mikroskopijnej łazience), pójść na spacer i ostatecznie zasnąć w oczekiwaniu na dalszą podróż tym razem na germańskie ziemie. 
Kolejnego dnia Madryt przywitał mnie słońcem i ciepłem. Załapałam się na ulotkową promocję w 100montaditos, gdzie zjadłam darmowe śniadanie i porozmawiałam  przy stoliku z grupką licealistek, które wyjątkowo ekscytował fakt, że jestem turystką z Polski (tak, z Polski!), gdzie mieszkają całe tłumy przystojniaków (oczywiście, jak najbardziej potwierdziłam informację o niezaprzeczalnej urodzie rodaków!). 
Samolot do Frankfurtu miałam dopiero późnym popołudniem, więc skorzystałam z okazji i pospacerowałam z Jonim. Zobaczyłam jedną malutką część miasta - park Retiro, do którego jak się okazało miałam jeszcze nie jeden raz wrócić z ogromną przyjemnością.
                         
I poleciałam. 
Po tygodniu spędzonym w Niemczech napisałam:
"Jest piątek! 28 października. Leżę w zimnym pokoju i staram się ukryć jak najgłębiej się tylko da pod dwoma kocami. Dopadło mnie. Grypa albo przeziębienie jakieś. Już od dwóch tygodni. Myślałam, że sama minie, że przejdzie i nie będzie kłopotu robiła.. a jednak. Są leki, będzie lepiej! 

Skoro życie przywiodło mnie nieplanowanie do Madrytu postanowiłam z tego skorzystać  i zostanę tutaj troszkę dłużej. Poza tym chyba dobrze będzie się na chwilę zatrzymać, bo od połowy listopada czeka mnie znów miesiąc w drodze! Marysia i mama przyjeżdżają, plan będzie napięty. Więc może lepiej, jeśli odpocznę i nabiorę sił do dalszych podróży. Przy okazji zapisałam się na kurs hiszpańskiego, żeby uporządkować to, czego sama zdołałam się w drodze nauczyć. 

Ostatnie dwie noce spędziłam w „Residencia Universitaria” i… albo studenci mają strasznie niskie wymagania, albo się wybredna zrobi łam! No dobrze, cena była bardzo rozsądna, jak na jednoosobowy pokój, ale nic poza ceną. Było przygnębiająco, zimno i jak dotarłam zmęczona po całym dniu, to o prysznicu mogłam tylko pomarzyć! Nie było ciepłej wody! Teraz zamieszkuję na pensji u Seniora Emilio. 
Mam swój pokój z umywalką i ciepłą wodę do 22.. Senor Emilio dał się stargować o 5euro i jak przyszłam to powtórzył kilka razy, że gdyby mi było zimno to mam dodatkowy koc! Przyniósł dziś dla mnie! Jest surowo.. ale czysto, w centrum Madytu, 10 minut spacerkiem od szkoły. W spokoju mogę sobie więc pochorować, żeby mieć siły na dalsze wędrówki. Na razie z racji deszczu i choroby jakoś nie idzie mi zwiedzanie, więc jaki jest Madryt.. nie wiem, ale kiedy się dowiem to napiszę i pokażę! Na pewno jest kolorowy, pełen ludzi i pięknych budynków!"



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons