sobota, 15 października 2011

Hiszpania - Jaen - czyli pierwsze spotkanie z Andaluzją!



Smaki, zapachy, radość, festiwal, sery,wino, flamenco, parady na ulicach i znów wspaniali i ciepli ludzie! Tak chyba najkrócej opisałabym swój krótki, bo zaledwie dwudniowy pobyt w tym pięknym mieście! Może wszystko wydaje mi się tam kolorowsze niż w rzeczywistości, bo sam pobyt związany był z kilkoma ważnymi wydarzeniami! 


Po tygodniu w Alicante, zwiedzeniu wybrzeża (emerytalna Denia, Benissa z bezpańskimi psami, wspinaczka w Calpe i upał w białej Altei) przyszedł czas na Jaen! Miasto, które długo było w moich planach. Znalazłam gdzieś informację, że odbywa się święto miasta. Zaplanowałam i wspominając wspaniały czas spędzony w Kartaginie wiedziałam, że muszę być i w Jaen. Okazało się, że warto wybierać się na tzw. Ferie. Nawet pewnie dałoby się zaplanować całą jesienną podróż z jednego święta na drugie. 
Po pierwsze spędziłam całą noc w autobusie, z przesiadką o 3.30 w Albacete (podobno bardzo brzydkie miasto i dobrze, że byłam tam w nocy, bo nie ma co oglądać - Albacete haz k**a y vete...), gdzie półtorej godziny czekałam na kolejny autobus próbując drzemać na dworcowym krzesełku.. W tym czasie też zaliczyłam podryw jednego Kolumbijczyka, który na początku pisał do mnie na swoim telefonie i pokazywał wynurzenia typu "Jaka jesteś piękna! Masz narzeczonego?", następnie prezentował mi swoje językowe umiejętności chwaląc się kilkoma polskimi słówkami. Kiedy okazało się, że jedziemy tym samym autobusem kilkakrotnie próbował dostać mój numer telefonu. Spotkał się z odmową, więc kiedy już wysiadał wręczył mi piękny liścik miłosny, napisany zielonym, brokatowym długopisem (what the f**k?!), w którym to znów zachwalał moją urodę - w dwóch językach - i wspaniałomyślnie napisał mi swój numer telefonu, żebym mogła się z nim skontaktować. ... Karteczki już niestety nie posiadam, więc chyba z kontaktu nici.. a mogło, na pewno, być tak pięknie..



W ten sposób cała połamana dotarłam do Jaen, gdzie na dworzec przybył po mnie mój host - Rafa, u którego przy pomocy couchsurfing'u znalazłam nocleg. Okazało się, że się poprzedniego dnia zatruł i niestety nie może mi towarzyszyć, gdyż większość czasu spędza przytulony do wielkiego, białego ucha. Na zwiedzanie Jaen, po krótkiej drzemce, ruszyłam więc sama. Kolejne miasto na wzgórzu, ze schodami i pięknymi uliczkami! Nadchodzi tam jesień, powoli ale nadchodzi..



Na środku miasta króluje ogromna katedra, tuż obok niej uliczki i kamieniczki, które przyciągają wzrok nawet jeśli są w stanie "rozkładu"..



I oczywiście moja pasja... Hiszpańskie uliczki! Każda jest inna, ale mają w sobie coś, co sprawia, że każda zachwyca..


Po ulicach chodziły dziewczyny ubrane w suknie do flamenco, było to całkiem zwyczajne tego dnia, choć widać było niektórych, jak dumne są ze swojego stroju.. Nie powiem, spoglądałam na nie z zazdrością! Też chcę tak wyglądać, mieć taka sukienkę i taka figurę!



Poza dziewczętami i paniami biegały po ulicach małe dziewczynki! W sukienkach i miniaturowych bucikach! Nie mam niestety za wiele dobrych zdjęć, gdyż nie czułam się swobodnie z aparatem wśród miejscowych.. bo turystów było tak, jakby mało.. nie licząc studentów z Erasmusa.. Nie wychodziło mi robienie zdjęć, czułam się, jakbym wdzierała się niepotrzebnie w ich prywatność!




A ponieważ mam szczęście w swojej podróży do trafiania na różne święta i tym razem była.. "Feria de Jaen". Z Sabine (Francja) i Verą (Niemcy) poszłyśmy obejrzeć paradę otwierającą święto. Było tam wszystko.. zarówno elementy, które opowiadały o historii miasta, Arabowie, rycerze, tancerki belly dance, jak i elementy Walta Disneya i inne bliżej niekreślone postaci.. 










0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons