poniedziałek, 5 września 2011

Hiszpania - Mozaikowa Barcelona



5 września 2011 był szczególnym dniem, później co prawda miało się okazać, że piątka zaczęła się mnie mocniej trzymać. Dokładnie dwa miesiące po tym, jak po raz pierwszy postawiłam nogę na spalonej słońcem hiszpańskiej ziemi znów tu byłam. Samolot wylądował z Barcelonie, mieście z marzeń, mieście, gdzie zamiast wróbli spotykasz papużki, mieście z filmów, mieście z powieści zasnutych mgłą. 

Dwa krótkie dni, jakie przyszło mi tam spędzić, przemieszkałam w hostelu przy plaży. Jego jedyną zaletą było naprawdę TYLKO to, że miał wyjście na plażę. 




Pokój kojarzył mi się z wagonem pociągowym. Co prawda nie jechałam nigdy kuszetką, ale wyobrażam sobie, że tak to właśnie musi wyglądać. W długim i wąskim pomieszczeniu okien nie było, światło dzienne dostawało się podłużną dziurą nad tekturową  ścianką działową z innym pokojem, a klimatyzacja działała jedynie przez krótką chwilę w dzień. Jednakże...abym nie była tak całkiem niesprawiedliwa, w niebotycznie "niskiej" cenie 19 euro za dobę było 20 metrów do plaży, darmowy internet z widokiem na morze, interesujący ludzie i całkiem znośne śniadanie. Czego chcieć więcej, nieprawdaż?




Zawsze powtarzam, że nie ma się co bać samotnych wyjazdów, szczególnie jeśli mieszka się w hostelach. Towarzystwo zawsze się znajdzie, kiedy tylko się go szuka. Można razem zwiedzać modernistyczne, pełne drzew arcydzieła Gaudiego, spędzić wspólny wieczór na plaży i szukać nocnego życia w mieście, które, podobno, nigdy nie śpi. Rozmawiać o wszystkim i o niczym, wspiąć się na jednego z ośmiu lwów na placu Portal de la Pau, gdzie też podziwiać możecie pomnik Kolumba w towarzystwie, jak zwykle, niezbyt trzeźwych Anglików. 


 




Barcelona jest miastem, które odwiedziłam już trzykrotnie. Za pierwszymi dwoma razami, choć nie byłam sama, drugi raz z Magdą i Marysią, nie było atmosfery fotograficznej. Za trzecim razem popełniłam wiele zdjęć, których niestety nie posiadam. Zostało kilka i to najmniej ważnych, a pozostałe uległy nie - wiem - jakiemu - zniszczeniu - zniknięciu.




Jaka jest Barcelona?
Niewątpliwie piękna i zapierająca dech w piersiach, przepełniona zabytkami, mozaikami i historią, ale także turystami. Do wielkiego dzieła Gaudiego, czyli kościoła Sagrada Familia, w kolejce stać można i kilka godzin, po to by zapłacić ogromną sumę za podziwianie tego cuda. Czy warto? Nie powiem, że nie, bo robią wrażenie, te kolumny, które unoszą wzrok do samego nieba. 





Dla mnie Barcelona, pomimo odwiedzić latem, jest miastem trochę mrocznym, nostalgicznym i  takim, które wzbudza pewien niepokój, ale i powoduje smutek. Ma plażę, co jest jej niewątpliwą zaletą, jednak nie chciałabym tam mieszkać. Mam wrażenie, że wąskie uliczki dzielnicy gotyckiej są zdecydowanie lepszą scenerią do napisana kryminału niż do spacerowania po pracy.  



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons