czwartek, 21 czerwca 2012

Afryka - Oko na Maroko.



Tak..zdecydowanie nie był to weekend z atmosferą zwiedzania..zabytków. Być może też dlatego, że sam Agadir, czyli miasto, do którego zaniosło Agę i Magdę na wakacje, a w konsekwencji i mnie na krótki weekend, jest miejscem, którego główną atrakcją są hotele all inclusive i plaża.

 Czuć marokańską atmosferę, na horyzoncie widnieją meczety, tamtejszy suk jest największym targowiskiem w Afryce, które zajmuje ogromną powierzchnię, otoczony jest wysokim murem i do wnętrza można wejść jedną z 12 bram. 



Nad miastem wznosi się wzgórze, na którym to w latach 60-tych, podczas trzęsienia ziemi, które zniszczyło miasto,  schronili się mieszkańcy Agadiru. Na jego zboczu widnieje ogromny, świecący nocą napis "Bóg, Ojczyzna, Król". Z jego szczytu, na który prowadzi kręta droga, podziwiać można port, targ rybny, niebywale długą i szeroką plażę oraz całą zabudowę tego 700-tysięcznego miasta. Można też pobyć w tłumie, przejechać się na wielbłądzie lub nocą poczuć atmosferę i posłuchać miejscowych przybywających tutaj tłumnie i głośno. Obowiązkowo w każdym samochodzie  z szeroko otwartymi drzwiami gra inna muzyka. Zakaz spożywania alkoholu i innych substancji oraz prowadzenie samochodu nadal nie mają ze sobą żadnego związku.




Targ rybny - tego nie wolno przegapić!

Wycieczka na targ rybny była jedną z najprzyjemniejszych chwil w czasie tego mojego króciutkiego pobytu na spalonej słońcem, pomarańczowej ziemi. Talerz pełen świeżutkich, przepysznych, dopiero co usmażonych ryb, kalmarów i krewetek był niesamowity i tani (koszt około 3euro na osobę). Każda budka, to interes rodzinny. Wycieczka tam zdała mi się jakby cofnięciem się w czasie: piach, muchy, ceraty na stołach, obszczymurki, motorowery, śpiewający Berberowie i budka z herbatą.











Targowanie 

Kolejny rozdział całkiem charakterystyczny dla tego kraju. Po tym, jak wysiadłam z samolotu, pan przy kontroli paszportów wypytał mnie o wszystko i przestraszył, że jest piątek i na pewno nie dostanę biletów na autobus do Agadiru, skoro nie miałam rezerwacji. To się nazywa przyjemne początki, nieprawdaż? Zapisał mi na kartce numer telefonu i polecił zadzwonić od razu, zanim jeszcze dostanę się na dworzec. Z pewnością bym to zrobiła, jednak okazało się, że moja komórka odmówiła współpracy. Nie była w stanie znaleźć sieci, jak się później okazało, może dlatego, że mój hiszpański operator nie posiada  żadnych zawartych w kraju kontraktów(!!!), więc jakby nie miała prawa tam działać! Cóż.. bez rezerwacji, bez działającej komórki, z gotówką w portfelu, bez magicznej karty kredytowej udałam się do informacji, żeby pani łaskawie w pięknym francuskim języku wytłumaczyła mi, jak mam się dostać na dworzec autobusowy. Pierwszym pytaniem było: "Ale sama?!". "No nie, na wielbłądzie!" miałam chęć powiedzieć. W każdym razie, pani odesłała mnie do drugiej pani, która poinstruowała, gdzie są taksówki, że autobus to nie, bo nie jedzie bezpośrednio, i że może mi takową taksówkę zamówić za 15 euro! 15 euro! Chwila, przecież to jakiś majątek w tym kraju, niemal! Szczególnie, że wiedziałam, że autobus kosztuje 10, a miałam zamiar przejechać nim 250 kilometrów! Po moim niechętnie przyjętym komentarzu, że drogo, że nie..pani oświadczyła, że mogę iść 'negocjować', więc...poszłam. Pierwszy pan na mnie nakrzyczał, że zabijam mu rodzinę i takie tam, odesłał do menadżera i po parskaniu, wybrzydzaniu i przewracaniu oczami stanęliśmy na 8 euro, co i tak pewnie było przepłacone. 



Grand taxi - czy chcesz wykupić dwa miejsca?

Jakby nie było na dworzec dojechałam, wysiadłam, pan poinstruował, żebym poszła do 'taxi collective', które to kursuje do Agadiru. Tak też zrobiłam. Taksówki te, zwane też 'grand taxi' to stare mercedesy, które zabierają 6 pasażerów i jadą we wskazanym kierunku. Kiedy poszłam pytać i targować się o cenę, co wyszło mi średnio - choć w sumie może nie tak źle, bo ostatecznie 15 euro za 2 godziny drogi - pan najpierw zaproponował mi wykupienie podwójnego miejsca na przednim siedzeniu, gdyż podróżuje się tam w dwie osoby!, a kiedy nie zaakceptowałam jego propozycji obraził się. Jakoś doszliśmy do porozumienia, kiedy rzucił cenę i odszedł. Okazało się, że czeka już dwóch chłopaków, no dobrze i byłam też ja. Postałam, wytrzymałam wszystkie spojrzenia i czekałam z nadzieją, że za chwilę znajdą się trzy kolejne osoby, żebyśmy mogli pojechać. W tym samym czasie próbowałam się też dowiedzieć, co jeśli nie znajdą się te trzy osoby.. bez sukcesu. Po chwili wywiązała się jakaś dyskusja, która przerodziła się w kłótnię i panowie czekający razem ze mną oddalili się z krzykami. Szczerze mówiąc, nie byłam pewna, co się stało. Poszli na przystanek po drugiej stronie ulicy i kłócili się nadal z taksówkarzem, wymachując rękami. Zostałam sama. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że 'o cholera, teraz zmuszę czekać na pięć osób, nie na trzy'. Z tek okazji wyciągnęłam papieroska i wiedziona starym dobrym przysłowiem "Zajaraj sobie!" postanowiłam się jeszcze nie denerwować. W końcu jakieś nocne autobusy też ze stacji odjeżdżają, jakby co. Jednak po chwili 'menago' pobiegł za nimi, pokrzyczeli coś do siebie, wrócili i ... kazali mi wsiadać natychmiast, bo ruszamy. W ten właśnie sposób przyjechałam do Agadiru szybko, wygodnie i w towarzystwie strażników więziennych. Tam zadzwoniłam do dziewczyn i na informację, na której pani z mojej cudownej kompanii komórkowej uprzejmie poinformowała mnie, że mój telefon nie będzie działał i wydałam na te rozmowy, ba!, tylko 15 euro..



Czas w Agadirze był już dużo spokojniejszy choć nadal nie wolny od zaczepek, spojrzeń i ciągłego poczucia bycia obserwowaną. Chwilami w koszulce na ramiączkach czułam się niemal naga. Zaczęłam nosić chustę na ramionach i zrobiło mi się lepiej. 




Dlaczego warto nosić hidżab

Kobiety w hidżabach (chyba tak się nazywa ten strój, choć nie jest przekonana czy ten termin nie odnosi się jedyne do zakrywania głowy i ramion)przykuwają uwagę, intrygują, wzbudzają za razem zdumienie i szacunek. Jak w dzisiejszym świecie tak wyzwolonym, nowoczesnym można godzić się na taką niesprawiedliwość - oni w gatkach a one zakutane w chusty, szale, spodnie i spódnice... Nie będę się tutaj wdawać w rozważania na ten temat, indywidualny wybór każdego człowieka. Jednak chciałabym powiedzieć, iż znalazłam cztery niewątpliwe zalety noszenia takowego stroju:
1. Unikają obrzydliwych spojrzeń facetów, których interesuje, każdy odkryty kawałek ciała - z jednej strony jest to logiczne, bo wg koranu wszystkie części ciała kobiety poza dłońmi i twarzą ma prawa oglądać tylko małżonek. 
2. Z jednej strony jest tam gorąco, więc dziwi, jak wytrzymują tak ubrane, ale z drugiej strony jest to doskonała ochrona przez parzącym słońcem i prosty sposób na uniknięcie poparzeń. 
3. "...że mucha nie siada". Z racji, że te owady są wszędzie nie muszą się nimi przejmować. Na ubraniach siadają dużo rzadziej niż na odkrytej skórze, a nawet jeśli to i tak ich nie czują. 
4. W niektórych sklepach i w drodze powrotnej w autobusie upewniłam się, że jest to całkiem skuteczny sposób na uniknięcie smrodu! Wystarczy zakryć nos kawałkiem materiału. 
Tak więc może te ubrania są całkiem logiczne i praktyczne w tych okolicznościach przyrody.





Black Market

Kupienie alkoholu w tym kraju nie jest wcale proste. Niektóre hotele oferują go swoim gościom, w nocy można kupić małe (0,25l) piwo za jakąś przesadzoną cenę 2 euro(!!) na "black market". Co w rzeczywistości oznacza - podjeżdżasz samochodem, pojawiają się chłopcy, składasz zamówienie, płacisz, po chwili przez okno otrzymujesz nieprześwitującą reklamówkę, mówisz dziękuję i po chwili odjeżdżasz. 


Powrót do Marrakeszu 

Tym razem autobusem, bez turystów, tańszym, gdyż drugi "Comfort" 5 euro więcej ruszał 15 min później, dotarł pół godziny wcześniej i wiózł tylko turystów, wiem, bo spotkaliśmy się na przerwie na stacji benzynowej. To nie był mój wybór, chłopak z recepcji zarezerwował mi miejsce dzień wcześniej. W Marrakeszu niestety nie udało mi się nic zobaczyć, prosto z dworca pojechałam na wolne od dymu tytoniowego (A to Ci niespodzianka!) lotnisko. Po raz kolejny przeprawa i kłótnia z taksówkarzami, gdyż zaproponowałam niższą niż poprzednio cenę. Pan się oburzył, pokazywał mi jakieś numerki na drzewie, "że niby cennik czy jak?!?"coś pokrzyczał po arabsku, odwrócił plecami i nie chciał ze mną rozmawiać. Nie za bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Stałam tak sobie przez chwilę, kiedy przyszedł drugi, złapał moją walizkę i  niemal zaciągnął mnie do taksówki, w ostatniej chwili nauczona doświadczeniem, że cenę ustala się zanim się wsiądzie zapytałam tylko "Ile?" i okazało się, że tyle i chciałam. Pewnie o tym krzyczał tamten. Niesamowite doświadczenie, nie mieć zielonego pojęcia co się dzieje wokół ciebie, ani co wydarzy się za chwilę. Zabierze cię ktoś, czy nie..za ile.. dokąd.. czym. Pewnie, gdybym była tam dłużej to nie wydawałoby mi się to takie szczególne, ale, że byłam tylko chwilę mogę się ekscytować. 





To jednak całkiem inny świat

Interesujący, ale inny. Dziewczyny za dnia zakryte od stóp do głów, nocą w kusych sukieneczkach. Mężczyźni modlący się kilka razy dziennie, na ulicach  i w knajpach dywany, żeby mogli tego dokonywać. Telewizja, to najkrócej mówiąc pranie mózgu. Pyszna herbata z miętą, piękne rzeźbione budynki, biżuteria i widoki tak inne od tych, które znam. Ziemia z jednej strony wołająca o wodę, a z drugiej w miastach pełna kolorowych kwiatów, nie wiem, jak żyjących w tym klimacie. Kozy, owce, pyszne jedzenie, oliwki smakujące powidłami śliwkowymi, zupa w środku nocy i straszna muzyka w dyskotekach - to właśnie Maroko moim okiem. Pewnie kiedyś tam wrócę, ale już nigdy sama, bez działającej komórki i karty kredytowej.








0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons